Za miastami, za wioskami stoi mały domek z moich marzeń. Podpiwniczony, potem parter i poddasze. Stoi pod lasem - z jego okien widać drzewa, polany i pagórkowate wzniesienia. Wokół tylko przyroda, ogłuszająca cisza, żadnych domostw, sąsiedztw, z dala od szumu ulic i miast. Słychać tylko wiatr i ptaki, wieczorem koncertujące świerszcze i pasikoniki. Wszechogarniający spokój. Każdy wdech przepełnia mnie czymś niezwykłym. Świętość Spokoju.
Marzenie pogrzebane żywcem po wielu latach złudzeń. Kolejne - które zamieniło się w martwy cień.
Nie mam już marzeń, nastała zimna, oschła obojętność na to, co dzieje się wokół. Pustka, martwota, zwyczajność...taka szara i taka bezpieczna. Dojmujący brak tlenu. Ledwo łapię oddech, oddycham szybko i płytko, nie czując nic. Nie ma już woli walki, nie ma szarpaniny. Tylko rana we mnie, wciąż rozrywana, mokra od krwi, za paznokciami mam zakrzepłą krew...byle coś poczuć. Coraz mniej i mniej...
Dni przelatują przez palce jak woda. Jest we mnie już tylko rezygnacja. Ze wszystkiego. Bo nic nie mogę zmienić. Oddycham. Jeszcze wciąż. Jak w pociągu - kiedy obraz za oknem rozmazuje się prędkości, a Ty siedzisz w miejscu tracąc świat z oczu. Pociąg jest zupełnie pusty. Nikt nim już nie kieruje. Zastanawiasz się, jak długo jeszcze będzie miał po czym jechać. Kolory za szybą migają ale nie możesz ich dosięgnąć. Gdzieś tam, jest życie. Ale Ciebie to już nie dotyczy. Nie możesz wysiąść - przy tej prędkości roztrzskałbyś swoje ciało...nie możesz nim sterować, możesz tylko tkwić w martwym pukcie. I czujesz coraz mniej. I mniej.
Powoli przestajesz istnieć. Świat o Tobie zapomniał.
Marzenia są jak wielobarwne, mieniące się motyle - piękne, nieuchwytne, delikatne. Są też jak małe, złośliwe trolle - patrz i pragnij ale nic z tego. Pumperdentlich - coś wspaniałego ale jednoczeście gówno warte.
Dawno nie było zimy. Dziś spadł pierwszy normalny śnieg - taki, co to od razu nie topnieje. Lubię śnieg. Przykrywa całą brzydotę tego świata, brud, śmieci, szaroburość i nijakość codzienności. Jest biało, czysto, odświętnie. Przez chwilę widać piękno. Piękno, które w końcu zostanie zbrukane szarą chlapą, ale teraz istnieje. Cieszą się dzieci i psy. Dla nich wszystko jest fascynujące i wciąż nowe, jest powodem do radości i czystego, nieskażonego szarzyzną spojrzenia. Tego można im zazdrościć. Dorośli tego nie widzą - bo trzeba odśnieżać, a to czas i pieniądze. I mamy kolejny powód do narzekania :) no i jest czym zaskoczyć drogowców - jak co roku :)
Lubię chłód, piękno mrozu, zimowy krajoobraz - taki czysty, nieludzki, niedostępny. Równe połacie śniegu pokrywające wszystko wokół, bez śladów ludzkich butów, nagie gałęzie z równymi kopczykami śniegu, wszystko zamrożone, zgaszone, ściszone, pozornie martwe...lubię się zatrzymać w tym zimowym bajkowym świecie. Przez chwilę jest pięknie.